Zanim umarłam. S. K. Tremayne

TYTUŁ: Zanim umarłam
AUTOR: S. K. Tremayne
TŁUMACZENIE: Dorota Pomadowska
WYDAWNICTWO: Czarna Owca
GATUNEK: Thriller
EGZEMPLARZ RECENZENCKI dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarna Owca

Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik


Mam takie jedno, małe dziwactwo. Lubię szarlotkę. Kruche ciasto, jabłkowy mus, cukier puder. Mniam. Ale! Zajadam się i rozkoszuję smakiem szarlotki DO MOMENTU aż poczuję łuskę od jabłka... Nieważne jak bardzo smakowała i jak dużo ciasta zostało na talerzu nie zjem reszty... =D

Po co tak bredzę o szarlotce? Bo "Zanim umarłam" to właśnie taki thriller z łuską od jabłka... Przepyszny klimat, wyborna kreacja postaci, smakowita intryga i doskonałe przełamanie smaku kryminału aspektem psychologicznym. Aż tu nagle pojawia się rozwiązanie zagadki, czyli WIELKA, TWARDA ŁUSKA od starego gniazda nasiennego jabłka. 

Kathe cierpi na amnezję wsteczną po wypadku samochodowym. Nie pamięta nie tylko momentu kolizji, jak i tego w jaki sposób zdołała się uratować. Wspomnienia pojawiają się niespodziewanie, a z przebłysków i fragmentów udaje się jej stworzyć obraz, który nijak nie pasuje do tego, co mówią jej najbliżsi... Okazuje się że prawda jest mocno skomplikowana i pełna ukrytych pretensji ze strony męża, żalu ze strony córki oraz kompletnego braku zrozumienia przez samą Kathe... Co się stało w tę grudniową noc?

"Odpowiedź na to pytanie leżała gdzieś tam, na zniesieniach wrzosowisk. Ukryta, ale możliwa do znalezienia".

Tremayne po raz kolejny zafundował nam mocno pokręconą intrygę, z wyraźnym psychologicznym zacięciem. Amnezja wsteczna głównej bohaterki stanowi idealny punkt wyjściowy aby raczyć czytelnika stopniowym odkrywaniem fragmentów łamigłówki oraz dozować napięcie, budować klimat i wzbudzać niepokój. Wielkim atutem powieści jest miejsce akcji Park Narodowy Darkmoor z surowymi i mrocznymi wrzosowiskami. Naturalizm w najczystszej postaci, z brutalnością, walką o przetrwanie i uległością prawom natury. Niepokój wzbudza nie tylko aura oraz miejsce akcji ale zachowanie Kathe, agresja jej męża oraz dziwne zachowanie córki, która jest przekonana, że ktoś ich śledzi. Lyla prawdopodobnie cierpi na zespół aspergera a cała ta sytuacja burzy jej stabilność emocjonalną i wprowadza chaos w codzienność. Zdawałoby się, że miłość i wzajemne wsparcie pokonają przeszkody, ale solidne zdawałoby się filary zaczynają się chwiać i rodzina wpada w niebezpieczną spiralę wzajemnych kłamstw i pretensji.

I tak dochodzimy do tego, co mniej ciekawe, irytujące i uwierające. Okultyzm, czarownice i legendy. Szkoda, że autor tak mocno zboczył w kierunku pradawnych wierzeń i rytuałów. Wielokrotne zastanawianie się głównej bohaterki jakim cudem jej szczotka do włosów i tampon znalazły się na polanie na  wrzosowiskach doprowadzało mnie do szewskiej pasji. No i zakończenie. To, czego najbardziej nie lubię w thrillerach to przekombinowane i surrealistyczne zakończenie. A takie właśnie zaserwował nam autor w "Zanim umarłam". A scena finałowa, z całym tym nadmuchanym, sztucznym dramatyzmem zniesmaczyła. 

Nie wiem. Naprawdę nie wiem, jak ugryźć tę powieść... Bo bezsprzecznie ma mnóstwo elementów, które zachwycą i usatysfakcjonują starych, thrillerowych wyjadaczy... Ale ten cały misz-masz z okultyzmem, zespołem aspergera, amnezją wsteczną, brutalnością, seksualnymi zawirowaniami, martwymi zwierzętami. Za dużo. A na dokładkę irracjonalne zakończenie... 

Czytajcie, bo warto samemu ocenić i skonfrontować z moim czepialstwem ;)


Zdjęcie autorskie Anna Sukiennik

Komentarze

Publikowanie komentarza

Popularne posty